Notatki z ucieczki – wtorek

Notat­ki z uciecz­ki, 6 wrze­śnia – Cho­co Mer­ry

Kocha­ny dzien­ni­ku,

Pogo­da się popra­wi­ła, co ozna­cza wię­cej kąpie­li w jezio­rze i to w pro­mie­niach słoń­ca. Nie wiem jak to wpły­nie na naszą pra­cę, ale na pew­no popra­wia samo­po­czu­cie. Przy­by­ła też do nas Bra­ids, co mia­ło ogrom­ny wpływ na wie­czor­ną sesję two­rze­nia nano­lar­pów. Ale o tym za chwi­lę, naj­pierw pora na kon­kre­ty. Dzi­siaj na szczę­ście tro­chę mniej pisa­nia, bo temat nie był tak wyma­ga­ją­cy jeśli cho­dzi o źró­dła.

Pre­zen­ta­cja dnia: Mono­mit

Kie­dy pod koniec lat 40tych Joseph Camp­bell opu­bli­ko­wał swo­ją książ­kę “Boha­ter o tysiącu twa­rzach” wywo­łał nie­ma­ły fer­ment i poru­sze­nie, zarów­no w śro­do­wi­skach nauko­wych, jak i wśród inte­lek­tu­ali­stów i ludzi kul­tu­ry. Zapre­zen­to­wa­ne przez nie­go kon­cep­cje zosta­ły zapre­zen­to­wa­ne szer­szej publicz­no­ści w cyklu popu­lar­nych pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych. Sta­ły się rów­nież jed­nym z wie­lu przy­czyn­ków do rewo­lu­cji oby­cza­jo­wej lat 70tych, naro­dzin dzie­ci kwia­tów i ery wod­ni­ka.

O czym dokład­nie pisał Camp­bell?

Naj­ogól­niej mówiąc – o ducho­wo­ści czło­wie­ka. Trak­to­wał ją jako pró­bę pozna­nia pod­sta­wo­wej, nie­zna­nej siły, z któ­rej wszyst­ko się wywo­dzi, dzię­ki któ­rej ist­nie­je i do któ­rej powró­ci.
Klu­czo­wą cha­rak­te­ry­sty­ką owej siły była jej nie­po­zna­wal­ność, któ­ra wymy­ka­ła się sło­wom i wie­dzy. Ludz­kość, według Camp­bel­la, sta­ra się do niej dotrzeć poprzez rytu­ały, opo­wie­ści a przede wszyst­kim – meta­fo­ry. Meta­fo­rą w tym uję­ciu są przede wszyst­kim bóstwa, ale tak­że mity, arte­fak­ty, świą­ty­nie i świę­te miej­sca. Tym samym reli­gie zosta­ją spro­wa­dzo­ne do roż­nych masek tych samych, trans­cen­den­tal­nych prawd. Słu­żą jed­ne­mu celo­wi: mają pomóc czło­wie­ko­wi w “unie­sie­niu” swej świa­do­mo­ści ponad i poza duali­stycz­ną kon­cep­cję opo­zy­cji jak

dobro/zło, światło/mrok, życie/śmierć, istnienie/niebyt

Opo­wie­ści, do któ­rych odwo­ły­wał się Camp­bell cechu­je zadzi­wia­ją­co podob­na struk­tu­ra, któ­rą odnaj­dzie­my w mitach naj­więk­szych reli­gii. Pod­le­ga­ją jej zarów­no histo­ria Ozy­ry­sa jak i Pro­me­te­usza, Moj­że­sza, Bud­dy i Chry­stu­sa. Z pre­me­dy­ta­cją wyko­rzy­stu­ją ją też nie­któ­rzy twór­cy popkul­tu­ry: Alla­dyn, Król Lew, Pięk­na i Bestia czy Matrix to współ­cze­sne opo­wie­ści, w któ­rych rów­nież moż­na ją odna­leźć, nie­rzad­ko w for­mie bli­skiej wzor­co­wej.

Mono­mit to ide­al­na podróż, skła­da­ją­ca się z 17 sta­diów. 4 z nich two­rzą fazę sepa­ra­cji, 8 fazę ini­cja­cji a 5 ostat­nich fazę powro­tu.

Co nas ude­rzy­ło, kie­dy zaczę­li­śmy je kolej­no ana­li­zo­wać i dopa­so­wy­wać do nich inne histo­rie z popkul­tu­ry? Otóż zda­li­śmy sobie spra­wę z ogrom­ne­go błę­du, któ­ry nagmin­nie popeł­nia­li­śmy jako twór­cy. Pole­gał on na nagmin­nym wrzu­ca­niu do sce­na­riu­sza lar­pu posta­ci będą­cych na tym samym eta­pie mono­mi­tu, zamiast róż­ni­co­wa­nia dro­gi życio­wej poszcze­gól­nych posta­ci. Miko­łaj uknuł na ten ter­min zgrab­ny ter­min wor­ko­lo­gia. Zamiast tego, powin­ni­śmy raczej roz­rzu­cać je po róż­nych sta­diach podró­ży boha­te­ra. Oka­za­ło się też, że zda­rza­ło nam się umiesz­czać (lub odgry­wać) posta­cie będą­ce w fazie powro­tu, co zawsze skut­ko­wa­ło kiep­skim doświad­cze­niem pły­ną­cym z gry. Nagle zro­zu­mie­li­śmy, jakie było jego źró­dło. Temat pochło­nął nas bez resz­ty. Cof­nę­li­śmy się do typo­lo­gii gra­czy i ze zdu­mie­niem odkry­li­śmy, że poszcze­gól­ne typy gra­czy powin­ny roz­po­czy­nać grę w innym eta­pie podró­ży boha­te­ra, któ­ry odpo­wia­da nasze­mu nie­dziel­ne­mu sche­ma­to­wi

Do (killer/artisian – faza sepa­ra­cji)
Have (achiever/guardian – tre­shold pomię­dzy fazą sepa­ra­cji i ini­cja­cji)
Know (explorer/rational – faza ini­cja­cji)
Beco­me (socializer/idealist – faza powro­tu)

Ten pora­nek był praw­dzi­wym, twór­czym prze­ży­ciem. Wszy­scy czu­li­śmy, jak kloc­ki któ­re wyda­wa­ły się nale­żeć do róż­nych kom­ple­tów, zaczy­na­ją wsu­wać się na swo­je miej­sce two­rząc jed­ną, fan­ta­stycz­ną for­mę. Zyska­li­śmy, jako twór­cy, zupeł­nie nową świa­do­mość tego, czym w isto­cie jest medium nad któ­rym pra­cu­je­my. Te sło­wa mogą się komuś wyda­wać gór­no­lot­ne czy pate­tycz­ne. Trud­no. Nie prze­ży­łem cze­goś takie­go odkąd dowie­dzia­łem się o ist­nie­niu publi­ka­cji Knu­de­punk­to­wych i nie prze­czy­ta­łem pierw­szej z nich. War­to było tu przy­je­chać, aby w gro­nie Tych ludzi przy­pad­kiem poskła­dać opa­trzo­ne ele­men­ty w zaska­ku­ją­cą i fascy­nu­ją­cą całość. Dzię­ku­ję 🙂

Pre­zen­ta­cja prze­cią­gnę­ła się, roz­ma­wia­li­śmy o tym jesz­cze dłu­go, wła­ści­wie aż do wie­czor­nej dys­ku­sji przy­go­to­wa­nej i mode­ro­wa­nej przez Miko­ła­ja.

Czy potrze­bu­je­my kart posta­ci?

Pyta­nie jest co naj­mniej pro­wo­ku­ją­ce. W trak­cie nie­daw­nej dys­ku­sji na fejs­bu­ko­wej gru­pie Larp Poland na temat “czy esca­pe room to larp” poja­wi­ły się licz­ne gło­sy na “nie”, któ­rych uza­sad­nie­nie brzmia­ło mnie wię­cej tak:

Esca­pe room to nie larp bo nie ma kart posta­ci.

Jak więc z tymi kar­ta­mi napraw­dę jest? Zaczę­li­śmy od tego, czy może ist­nieć larp bez nich. Oka­za­ło się, że każ­dy z nas ad hoc może podać przy­naj­mniej kil­ka przy­kła­dów gier, któ­re ich nie wyko­rzy­sty­wa­ły, bo zupeł­nie nie było takiej potrze­by. Potem zaczę­li­śmy roz­wa­żać alter­na­ty­wy (jak kar­ta posta­ci w for­mie audio) i na samym począt­ku tego pro­ce­su poja­wi­ło się pyta­nie. Czym w isto­cie jest kar­ta posta­ci? Naszym zda­niem zro­dzi­ła się w pro­ce­sie, przed­sta­wio­nym na poniż­szym sche­ma­cie:

ocze­ki­wa­ne zacho­wa­nie na lar­pie → ide­ał roli → kar­ta posta­ci → rola ode­gra­na na lar­pie

W takim wypad­ku, pyta­nie tak napraw­dę brzmi: czy da się w jakiś spo­sób doko­nać skró­tu tego pro­ce­su, aby wyglą­dał tak:

ocze­ki­wa­ne zacho­wa­nie na lar­pie → rola ode­gra­na na lar­pie

Oka­zu­je się, że narzę­dzi jest wie­le i moż­na zło­żyć z nich cały tool­box:

  • kostium
  • sce­no­gra­fia i rekwi­zy­ty
  • inne for­my die­ge­zy
  • opo­wie­ści
  • brie­fing
  • wywiady/rozmowy
  • instruk­cje
  • fil­my
  • sce­ny w black­bo­xie
  • warsz­ta­ty

Lista na pew­no ich nie wyczer­pu­je, nato­miast tem­pe­ra­tu­ra naszej dys­ku­sji wzro­sła. Każ­dy z nas znał przy­kła­dy dobre­go uży­cia w/w tech­nik… Byli­śmy też w sta­nie bez tru­du przy­wo­łać sytu­acje, w któ­rych oma­wia­ne narzę­dzie nie zda­ło egza­mi­nu. Roz­wią­za­nie, któ­re przy­szło nam do gło­wy, jest pro­ste w swej idei, ale wyma­ga­ją­ce w uży­ciu.
Naszym zda­niem, aby osią­gnąć naj­lep­szy rezul­tat, jakim jest mak­sy­mal­ne zbli­że­nie ocze­ki­wań MG do ode­gra­nia roli przez Gra­cza, nale­ża­ło­by zasto­so­wać mix tech­nik umiesz­czo­nych w naszym tool­bo­xie. Wyma­ga to ogrom­nej świa­do­mo­ści i duże­go doświad­cze­nia autorów/prowadzących dany larp. Wie­le trze­ba sobie uświa­do­mić.

Co opo­wie­dzieć? Co spi­sać? Co poka­zać? Co zasu­ge­ro­wać? Co wywo­łać wpły­wa­jąc na pod­świa­do­mość gra­cza? Co pozo­sta­wić jego domy­sło­wi? Cze­go abso­lut­nie nie pozo­sta­wiać?

Kar­ta posta­ci, jako jed­na jasna, dobrze zna­na for­mu­ła komu­ni­ka­cji praw­do­po­dob­nie nigdy nie wyj­dzie z uży­cia. Pyta­nie brzmi: czy odwa­ży­my się świa­do­mie się­gać po inne narzę­dzia, aby osią­gnąć dokład­nie taki efekt, na jakim nam zale­ży?

Ostat­nim punk­tem dnia była sesja two­rze­nia nano­lar­pów. Podzie­li­li­śmy się na dwa zespo­ły, napi­sa­li­śmy dwie gry i roze­gra­li je wie­czo­rem i póź­ną nocą. Debrie­fing prze­ło­ży­li­śmy na śro­dę, więc rela­cja poja­wi się w następ­nej not­ce. Ta i tak prze­kro­czy­ła zakła­da­ną obję­tość.
Ach. Tytuł. Przy oka­zji, wymy­śli­li­śmy proz­dro­wot­ny drink. Sko­ro cięż­ka pra­ca wypłu­ku­je z orga­ni­zmu potas i magnez, nale­ży dostar­czyć go do orga­ni­zmu. Naj­le­piej użyć do tego natu­ral­nych skład­ni­ków: soku pomi­do­ro­we­go i gorz­kiej, naj­le­piej 90% cze­ko­la­dy. Chcie­li­śmy go nawet wypró­bo­wać, ale ogra­ni­czy­li­śmy się do samej cze­ko­la­dy.