Za nami powrót z czwar­tej Lar­po­wej Uciecz­ki. Wró­ci­li­śmy do domów kil­ka mie­się­cy temu. Życie pochło­nę­ło. Ale uwa­ża­my, że pod­su­mo­wa­nia są waż­ne. Dla­te­go tra­dy­cyj­nie oddaj­my głos Uczest­ni­kom (pra­wie wszyst­kich uda­ło się namó­wić na napi­sa­nie kil­ku słów).  Nasza część pod­su­mo­wa­nia skła­da się do trzech informacji:

  • W tym roku ucie­ka­my 1 wrze­śnia (nie­dzie­la) i pra­cu­je­my do 9 ( też niedziela);
  • 4 mie­sią­ce po uciecz­ce swo­je pre­mie­ry mia­ły już 3 retre­ato­we gry: “Blue Atlan­tis”, “Pod moc­nym Anio­łem” (odpo­wied­nio lar­py “nie­bie­ski” i “bia­ły” z sesji kre­atyw­nej “kolo­ry”) oraz “Mali Bogo­wie” – i zbli­ża­ją się kolejne!;
  • To był jak zawsze Dobry Czas. Dzię­ku­je­my, że spę­dzi­li­ście go z nami. Do zobaczenia!

Hard­kon Retre­at to takie dzi­wo, któ­re potra­fi powta­rzać się co roku, wciąż będąc jedy­nym w swo­im rodza­ju. Prze­pis jest nie­wy­ko­nal­nie pro­sty! Weź garść gamer­skie­go kon­wen­tu, garść szko­leń inte­gra­cyj­nych i dwie gar­ści warsz­ta­tów kre­atyw­nych. Zagęść kon­cen­tra­tem semi­na­riów nauko­wych, osłodź szczyp­tą kli­ma­tu arty­stycz­nej bohe­my. Zmie­szaj ostroż­nie, ale zde­cy­do­wa­nie. Pod­lej to wszyst­ko łagod­nym sosem póź­no­let­nich waka­cji wśród pagór­ków leśnych, łąk zie­lo­nych i pól malo­wa­nych zbo­żem roz­ma­item. Trzy­maj w chłod­nym (na ogół) miej­scu przez kil­ka dni. Odgrze­waj we wspo­mnie­niach przez rok.

Lubię tę kaszub­ską słodko-gorzką mie­szan­kę. Słod­ką sło­dy­czą swo­bod­nej intelektualno-twórczej przy­go­dy, z któ­rej nie­odmien­nie wycią­gam bogac­two pomy­słów, reflek­sji, inspi­ra­cji. A gorz­ką od cze­go? Od fru­stru­ją­cej pew­no­ści, że tyl­ko małą część tego poten­cja­łu zdą­żę wcie­lić w życie na tym łez padole. :)”

Michał

” Mimo, że byłam tyl­ko nie­ca­łą dobę i mimo tego, że piszę to już w środ­ku zimy, to moje wspo­mnie­nia są bar­dzo cie­płe. Świet­ne wyda­rze­nie o wyjąt­ko­wym kli­ma­cie. Przy­sta­nek Ala­ska o tej porze roku tyl­ko sprzy­ja bło­gie­mu nastro­jo­wi, a jak wrzu­cić do tego jesz­cze ludzi, któ­rzy chcą dzia­łać i wymie­niać się wie­dzą powsta­je mie­szan­ka kreatywnie-wybuchowa. Pole­ca­ła­bym każ­de­mu kto chce napi­sać larp, skon­sul­to­wać pomy­sły lub potrze­bu­je natchnie­nia. Efekt ubocz­ny: pomy­słów może być za dużo!”

Kasia

Na Lar­pers’ Retre­at tra­fi­łem po dwóch nie­uda­nych pró­bach poje­cha­nia nań w latach poprzed­nich. Zain­te­re­so­wa­ny wcze­śniej­szy­mi wpi­sa­mi na stro­nie imprez spo­dzie­wa­łem się wymia­ny poglą­dów, dys­ku­sji, prak­tycz­nych opi­nii i testo­wa­nia impro­wi­zo­wa­nych roz­wią­zań. Nie zawio­dłem się, choć też dosta­łem coś tro­chę inne­go niż się spo­dzie­wa­łem. Pod­czas poby­tu (od 4 dnia do koń­ca) byłem jedy­nym uczest­ni­kiem w żaden spo­sób nie zwią­za­nym zawo­do­wo lub edu­ka­cyj­nie z pro­jek­to­wa­niem gier. Jedy­ny nie­dziel­ny lar­po­wicz wśród stu­den­tów, wykła­dow­ców i ludzi robią­cych gry za pie­nią­dze. Stąd pierw­sze­go dnia tro­chę zasko­czo­ny byłem „aka­de­mic­ko­ścią” wykła­du i odby­tej po nim dys­ku­sji. Ale dało radę, umysł szyb­ko przy­po­mniał sobie stu­denc­kie lata. Dobre­go wpły­wu na psy­chi­kę nie potra­fię prze­ce­nić. Atmos­fe­ra nie­wiel­kiej grup­ki zaszy­tej tro­chę z dala od świa­ta, oczysz­cza­ła i dzia­ła­ła cuda na wewnętrz­ny spo­kój. Pod tym wzglę­dem HLR był dla mnie naj­bar­dziej Retre­atem wła­śnie, miej­scem, z któ­re­go wyje­cha­łem wyci­szo­ny i spo­koj­niej­szy. Ale oprócz tego, dał mi spo­ro wie­dzy, kil­ka rewe­la­cyj­nych roz­mów, a tak­że nową wia­rę w atrak­cyj­ność lar­pów, któ­re zdą­ży­ły mi się tro­chę prze­jeść ostat­nio. Gdy­bym z lar­pa­mi wią­zał karie­rę – nie prze­pu­ścił­bym żad­ne­go kolej­ne­go HLR, a i bez tego chęt­nie poja­dę na następne.”

Prze­my­sław

Kil­ka moich impre­sji z Hardkonu-ucieczki. Przy­znam się, nie mogę odna­leźć nota­tek, piszę z pamię­ci. Nie, nie z pamię­ci. To emo­cje, śla­dy, struż­ki nie­uchwyt­ne­go uno­szą­ce się gdzieś wokół  mojej gło­wy. Co pozostaje?

Spo­kój.

Poje­cha­łam w śro­dek głu­szy – upo­rząd­ko­wa­nej, przy­ja­znej, odda­lo­nej od wszyst­kie­go. Pro­to­ty­po­wa­nie, roz­wa­ża­nia teo­re­tycz­ne, pro­mie­nie słoń­ca na jezio­rze, lio­fi­li­zo­wa­ne żar­cie, świe­że powie­trze, dzi­ki bez i gwiaz­dy na nie­bie. Nie­sa­mo­wi­te połą­cze­nie bez­pie­czeń­stwa, ciszy, sen­nej nudy i kre­atyw­ne­go zma­ga­nia się z kaska­dą od ręki wymy­śla­nych zadań. Dom­ki z drew­na i gli­ny, rosa na tra­wie przed świ­tem, stół i ławecz­ki przy roz­ło­ży­stym drze­wie. Banał? Kli­sze? Niech będzie. To dopi­szę coś o łado­wa­niu aku­mu­la­to­rów, o poczu­ciu, że to, co two­rzy­my, może mieć sens; o przy­ja­znym feed­bac­ku od ludzi, któ­rym zale­ży na jako­ści two­je­go (wyklu­wa­ją­ce­go się) dzie­ła; o burzy mózgów, dzię­ki któ­rej masz tysiąc pomy­słów na minu­tę i wszyst­kie są super­tur­bo­przew­spa­nia­łe; o mię­dzy­ge­ne­ra­cyj­nej wymia­nie wie­dzy i umiejętności.

Kon­kre­ty? Na przy­kład pre­lek­cja o sche­ma­cie akcja / boha­ter / nastrój / pro­blem / inno­wa­cja – owszem, pomysł pocho­dzi z książ­ki Po ban­dzie – jak napi­sać poten­cjal­ny best­sel­ler, ale dzię­ki Kuli dosta­li­śmy go na tacy, od twór­cy lar­pów dla twór­ców (i bada­czy) lar­pów, samo biał­ko (nie napi­szę „mię­sko”, bo to bar­dzo pas­se). Albo inna prel­ka Kuli, o immer­si­ve expe­rien­ces – niby się wie takie rze­czy, ale jed­nak wybór case’ów i ich pre­zen­ta­cja dały mi spo­ro do myśle­nia (i spraw­dza­nia w kolej­nych tygodniach). 

Sama mówi­łam o kil­ku rze­czach, w tym cał­kiem poza­pla­no­wo o ARG i per­va­si­ve games, oraz, zgod­nie z zamó­wie­niem sprzed wyjaz­du, o opo­wie­ściach budo­wa­nych w opar­ciu o prze­strzeń (np. ogro­dów czy miejsc pamię­ci) i o pro­jek­to­wa­niu doświad­czeń w mar­ke­tin­gu  – poszło chy­ba nie­naj­go­rzej. Roz­cza­ro­wa­niem dla mnie samej i spo­rą naucz­ką na przy­szłość była nato­miast moja pró­ba przy­bli­że­nia tema­tu nar­ra­to­lo­gii afek­tyw­nej – coś, co może robić wow ludziom nie­obe­zna­nym z lar­pa­mi, dla nas jest po pro­stu banal­nie oczy­wi­ste. Na szczę­ście uzu­peł­ni­łam pre­lek­cję kil­ko­ma dygre­sja­mi ze wska­za­niem na waż­ne pozy­cje (gra­ma­ty­ka kogni­tyw­na!), dzię­ko­wać bogom i typo­wo erpe­go­wej umie­jęt­no­ści impro­wi­zo­wa­nia. Tak w ogó­le, to nie wiem, czy wie­cie, ale wyja­śnia­nie ludziom, jak coś dzia­ła, bar­dzo poma­ga upo­rząd­ko­wać swo­je wła­sne myśli – Hard­kon jest dosko­na­łą oka­zją, żeby słu­chać innych, ale tak­że – zre­wi­do­wać swój stan wiedzy.

Waż­ne na Hard­ko­nach są warsz­ta­ty szyb­kie­go pro­to­ty­po­wa­nia. Muzy­ka w tle, sza­ro­ści prze­ła­ma­ne świa­tłem bez­piecz­nych świec, sto­sy samo­przy­lep­nych kar­te­czek, pół papier­ni­cze­go skle­pu dłu­go­pi­sów, zakre­śla­czy i gru­pa ludzi, któ­rzy na akord robią szki­ce gier –  wycho­dząc poza utar­te sche­ma­ty i nawy­ki myśle­nia. Z tego wyjaz­du przy­wio­złam pakiet nota­tek, do któ­rych chcia­ła­bym wró­cić… wró­cę, choć nie będę uda­wać, na razie cze­ka­ją odło­żo­ne w bez­piecz­nym miej­scu. I tu tkwi taki mały cierń i poczu­cie nie­do­sy­tu – nie uda­ło mi się w tym roku zakoń­czyć żad­ne­go szki­cu tak, aby powsta­ła z nie­go peł­no­praw­na gra. Ale z dru­giej strony…

…ta edy­cja była dla mnie przede wszyst­kim relak­sem i oka­zją do prze­wie­trze­nia gło­wy. Mia­łam bar­dzo aktyw­ny rok 2018, przy­szedł ten moment, aby sta­nąć i rozej­rzeć się wokół sie­bie. W roku 2019 będę kon­ty­nu­ować pro­jek­ty roz­po­czę­te jesz­cze na Hard­ko­nie 2017, jak ten doty­czą­cy typo­lo­gii gier lar­po­wych czy grę o rezu­rek­cjo­ni­stach, ale część wyzwań, któ­re kuszą, musi jed­nak pocze­kać – nie wszyst­ko da się robić naraz. Cza­sem trze­ba sta­nąć na brze­gu jezio­ra i zaga­pić się na prze­ska­ku­ją­ce po jego tafli bły­ski świa­tła. Gry plan­szo­we, zup­ki z kub­ka przy wspól­nym sto­le, wypra­wy nad wodę, pro­to­ty­po­wa­nie, spokój. 

Alek­san­dra

W koń­cu mi się udało…choć w sumie nie tak do koń­ca. Byłem zapra­sza­ny z roku na rok na Hard­kon… I tak z roku na rok mi się nie uda­wa­ło wpa­dać, bywa. W tym roku przy­je­cha­łem ale na…Retreat;). Dla mnie to była krót­ka wypra­wa, choć było wszyst­ko pierw­szy raz: pierw­szy raz na Hard­ko­nie, pierw­szy raz na Ala­sce i pierw­szy raz pisa­łem larp. Choć mój pobyt trwał 3 dni, spę­dzi­łem je bar­dzo aktyw­nie: ran­ki prze­ga­da­ne na wsze­la­kie tema­ty przy śnia­da­niu, potem wykła­dy Piotr­ka, wspól­ne spa­ce­ry i wie­czor­ne warsz­ta­ty twór­cze przy lamp­ce wina. Dla mnie to był urlop na któ­rym odpo­czą­łem ładu­jąc bate­rię i dodat­ko­wo nasta­wia­jąc się na odpo­wied­nie tory do dzia­ła­nia po powro­cie. Jedy­ne cze­go żału­je, to że nie mogłem zostać na dłu­żej. Ale to się zmie­ni za rok ;)”

Pablo

Po dwóch napię­tych mie­sią­cach pra­cy i two­rze­nia pro­jek­tów, przy­szedł czas na jesz­cze wię­cej wie­dzy i fast-prototypingu. W życiu nie powie­dzia­ła­bym, że jest to coś, cze­go potrze­bu­ję by odpo­cząć. A jednak…

Ala­ska przy­wi­ta­ła mnie wspa­nia­łą eki­pą, czy­stym powie­trzem i spo­ko­jem. Począ­tek wrze­śnia to chy­ba naj­lep­sza pora na uciecz­kę. Brak tłu­mów, pięk­ne oto­cze­nie i pogo­da, któ­ra w nie­któ­re dni pozwa­la­ła kąpać się w jezio­rze, a w inne, pra­co­wać pod lipą z cie­płą her­bat­ką w kub­ku. Oprócz tego poran­ne wypra­wy na śnia­da­nie nad pomo­stem dały mi odpo­cząć od ludzi i miej­skie­go zgiełku.

Co chcia­ła­bym powie­dzieć o pro­gra­mie? Na wszel­ki wypa­dek, zabra­łam na wyjazd książ­ki i fil­my, co oka­za­ło się zupeł­nie nie­po­trzeb­ne. Dzień był wypeł­nio­ny cie­ka­wy­mi wykła­da­mi i deba­ta­mi, a wie­czo­ry pra­cą twór­czą lub roz­ryw­ką. Faj­nie, że har­mo­no­gram nie był sztyw­no usta­lo­ny. Pozwa­la­ło to na jego zmia­nę, w sto­sun­ku do naszych nastro­jów i sił. Dobrze było zająć się nowy­mi pomy­sła­mi i prze­stać gło­wić się nad sta­ry­mi. Pozwo­li­ło to na zdję­cie blo­kad twór­czych. Tro­chę jak wte­dy, gdy masz jakieś sło­wo na koń­cu języ­ka i myślisz nad nim cięż­ko, ale dopie­ro gdy prze­sta­niesz, jesteś w sta­nie je sobie przypomnieć.

Jakieś uwa­gi? Może jedy­nie tro­chę mniej wykła­dów, a sesje kre­atyw­ne o wcze­śniej­szej porze. Pew­nie każ­dy ma swo­je indy­wi­du­al­ne pre­fe­ren­cje, ale wyda­je mi się, że jakieś prze­ta­so­wa­nie aktyw­no­ści było­by dobre.  Nie­wiel­ka ilość uczest­ni­ków była raczej plu­sem. Deba­ty mogły zostać okieł­zna­ne, a atmos­fe­ra, któ­ra się utwo­rzy­ła była kame­ral­na i bar­dzo pozytywna.

Moja uciecz­ka trwa­ła 7 dni, pod­czas któ­rych wyda­wa­ło mi się, że czas sta­nął w miej­scu. Po powro­cie do rze­czy­wi­sto­ści, stwier­dzi­łam że Larper’s Retre­at minął sta­now­czo zbyt szybko.”

Mar­ta

Per­spek­ty­wa mia­sto­we­go intro­wer­ty­ka, któ­ry naj­le­piej czu­je się w domo­wym zaci­szu, pomię­dzy czte­re­ma ścia­na­mi. Retre­at jest dla mnie aty­po­wym doświad­cze­niem, na któ­re, zapew­ne, bym się nie zde­cy­do­wał samo­dziel­nie. Los jed­nak spra­wił, że już po raz dru­gi zawi­ta­łem na to wyda­rze­nie scho­wa­ne pośród Mat­ki Natu­ry i szu­mu jezio­ra. Har­mo­no­gram każ­de­go dnia został dosto­so­wa­ny tak, aby móc nabrać doświad­cze­nia teo­re­tycz­ne­go, odpo­cząć wśród plan­szo­wych zma­gań, a tak­że sko­rzy­stać z pogo­dy i warun­ków towa­rzy­szą­cych temu odle­głe­mu miej­scu. Ja jed­nak naj­bar­dziej cie­szy­łem się z moż­li­wo­ści poświę­ce­nia tego wygo­spo­da­ro­wa­ne­go cza­su na prze­re­da­go­wa­nie swo­ich lar­po­wych pomy­słów i sku­pie­nie się na tym, co chciał­bym w nad­cho­dzą­cym roku stwo­rzyć. Doświad­cze­nie, pomy­sły oraz chęć dys­ku­sji ota­cza­ją­cych mnie osób, wspo­mo­gło moją kre­atyw­ną pół­ku­lę do zapi­sa­nia wie­lu kar­tek przy­dat­nych rze­czy. Nie spo­sób jed­nak nie zwró­cić uwa­gi na fakt, że bra­ko­wa­ło mi mia­sto­we­go kli­ma­tu, do któ­re­go od zawsze byłem przy­zwy­cza­jo­ny. Odsu­nię­cie się na moment od spa­lin, hała­su i tłu­mów pozwa­la na zaczerp­nię­cie głę­bo­kie­go wde­chu, jed­nak­że w koń­cu trze­ba zro­bić wydech. Ten krót­ki oddech, w moim odczu­ciu, jest wystar­cza­ją­cy, aby zre­ge­ne­ro­wać swo­je myśli i wró­cić do szkla­ne­go świata.”

Mate­usz

Tak, napi­szę.
Dzi­siaj na pew­no.
I tak oto nastał listo­pad, i czas naj­wyż­szy. Bo w pamię­ci zosta­ło to, co naj­waż­niej­sze.
Wybie­ra­łam się na Hard­kon, ten wrze­śnio­wy, o lar­pach już od 3 lat. Co roku posta­na­wia­łam że poja­dę, ale poko­ny­wa­ły mnie trud­no­ści po dro­dze i nie docie­ra­łam. W tym roku – jed­nak się uda­ło.
Szu­ka­łam takie­go miej­sca, wie­dzia­łam, że znaj­dę tu nie tyl­ko mój uko­cha­ny Przy­sta­nek Ala­ska w kolej­nej, spo­koj­nej i kame­ral­nej odsło­nie ale też warsz­ta­ty “kuli­nar­ne” lar­po­two­rze­nia.
Bo tego mi bar­dzo bra­ko­wa­ło, odkąd zaczę­łam sama nie tyl­ko grać, npco­wać ale też two­rzyć lar­py. Robi­łam to dro­gą prób i błę­dów, jako samo­uk, cały czas podej­rze­wa­jąc, że pew­nie są lepsze/energooszczędniejsze/efektywniejsze spo­so­by robie­nia lar­pów. Co z tego, że mia­łam pomy­sły. Potrze­bo­wa­łam struk­tur, pro­ce­dur, inspi­ra­cji, otwar­cia gło­wy na kon­cep­cje, mecha­ni­kę. Moje lar­po­we pró­by były mniej i bar­dziej uda­ne, mia­ły nie­złe histo­rie, ale co z gry­wal­no­ścią? Jak to ugryźć? Dosta­łam to, po co przy­je­cha­łam. Dużo pomy­słów na to, jak przy­go­to­wy­wać pro­ces two­rze­nia lar­pów. Kon­kre­ty. Sekre­ty Mistrzów Kuch­ni. Tema­ty do prze­my­śleń, dużo wie­dzy, któ­ra przy­da mi się nie tyl­ko do robie­nia lar­pów ale też np. do pra­cy z moimi stu­den­ta­mi
Byłam w roli pre­le­gen­ta (nowe gro­no odbior­ców to zawsze nowe wyzwa­nie) a tak­że – przede wszyst­kim słu­cha­cza – top taka przy­jem­ność, być odbior­cą (nie mam tak czę­sto oka­zji), gdy moja codzien­na pra­ca pole­ga na ucze­niu.
Naj­bar­dziej zapa­mię­tam inten­syw­ne tem­po pierw­szych dni, gdy po całych dniach pre­lek­cji – (no dobrze, tak­że kąpie­li w jezio­rze, spa­ce­rów po lesie, roz­mów, nie­spiesz­ne­go goto­wa­nia w Cha­cie Ada­ma, co tak bar­dzo lubię) – po dniach wypeł­nio­nych po brze­gi, wie­czo­ra­mi sia­da­li­śmy wspól­nie do kolej­nej (za każ­dym razem innej) tech­ni­ki otwie­ra­ją­cej nas na two­rze­nie lar­pów. I tak po kil­ku dniach, mie­li­śmy umy­sły gięt­kie jak rosyj­ska repre­zen­ta­cja w gim­na­sty­ce arty­stycz­nej. Co dzień powsta­wał u każ­de­go z nas zalą­żek nowe­go sce­na­riu­sza. Część z nich dopra­co­wy­wa­li­śmy, nie­któ­re zosta­ły ukoń­czo­ne. Ale nie­za­leż­nie od stop­nia zaawan­so­wa­nia w pra­cach nad tymi lar­pa­mi, nasze myśle­nie zmie­nia­ło się, doj­rze­wa­ło, hory­zon­ty się roz­sze­rza­ły.
To było też bar­dzo inte­gru­ją­ce doświad­cze­nie, budu­ją­ce poczu­cie wspól­no­ty tych, któ­rzy towa­rzy­szy­li sobie nawza­jem przy wza­jem­nym „rodze­niu” lar­pów. Tak, taka lar­po­wa poro­dów­ka.
Myślę , że jeśli mia­ła­bym zasta­no­wić się cze­go mi zabra­kło, to tego, żeby­śmy te nasze wpraw­ki, począt­ki testo­wa­li nawza­jem na sobie, zagra­ła­bym jako beta­te­ster larp o anio­łach stró­żach w barze, „larp epi­sto­lar­ny” z woj­sko­we­go szta­bu w świe­cie Wiedź­mi­na, sce­nę z lar­pu o powstań­cach warszawskich…larp, w któ­rym istot­ne są hamaki…..zagrałabym też w te, któ­re sama two­rzy­łam.
Pamię­tam też nasze dys­ku­sje. To, że mie­li­śmy czas, prze­strzeń na usły­sze­nie dru­giej oso­by, reflek­sję, zro­zu­mie­nie, szu­ka­nie mostów łączą­cych nasze sta­no­wi­ska. To jest tak rzad­kie w naszych dys­ku­sjach (nie tyl­ko o lar­pach).
Hard­kon wpi­sa­łam jako koniecz­ny punkt na przy­szły rok. Tydzień, wyrwa­ny z życia. Tydzień, bo dopie­ro wte­dy ma się moż­li­wość prze­ży­cia całe­go cyklu przemian.”

Doro­ta

Po raz pierw­szy ucie­ka­łam na pięk­ną malow­ni­czą Ala­skę na swój pierw­szy w życiu Lar­pers Retre­at. Co mogę powie­dzieć o tygo­dniu spę­dzo­nym w pięk­nym lesie nad jeziorem? 

Był to zde­cy­do­wa­nie naj­lep­szy tydzień moje­go lata! Zaczy­na­jąc od pre­zen­ta­cji przy­go­to­wa­nych przez Micha­ła, Pio­tra, Ole czy Doro­tę koń­cząc na wła­snym pisa­niu lar­pów i sesjach kre­atyw­nych. Przy­po­mnia­ło mi to pierw­szy rok stu­diów, acz­kol­wiek w o wie­le lep­szym i przy­jem­niej­szym wyda­niu! Miła, domo­wa, cie­pła atmos­fe­ra, któ­rą two­rzy­li­śmy wszy­scy razem na Ala­sce, jesz­cze dłu­go po niej utrzy­my­wa­ła się w moim serduszku.

Wie­czor­ne gra­nie w plan­szów­ki, ogni­sko, wspól­na inte­gra­cja i spę­dza­nie cza­su. To jest to! Ala­ska to nie tyl­ko pisa­nie i wymy­śla­nie sce­na­riu­szy, to też two­rze­nie wła­sne­go sce­na­riu­sza z miłych wspo­mnień. Bar­dzo miło (o dzi­wo!) wspo­mi­nam mój wie­czor­ny spa­cer z Kulą o pół­no­cy. Otóż posta­no­wi­li­śmy wybrać się do “mrocz­ne­go miej­sca” w lesie, gdzie świer­ki się­ga­ją zie­mi, i nie docie­ra tam nawet świa­tło księ­ży­ca. Oczy­wi­ście wszyst­ko było cał­kiem w porząd­ku, aż do dziw­nych dźwię­ków prze­ry­wa­ją­cych nam roz­mo­wę i trza­ska­ją­cych znie­nac­ka gałę­zi! Nie­prze­ry­wa­jącj roz­mo­wy mimo­wol­nie przy­śpie­sza­li­śmy.… I tra­sa poko­na­na w rekor­do­wym czasie! 😀

Co się jesz­cze tyczy Ala­ski, nie spo­dzie­wa­łam się, że to miej­sce może być tak bar­dzo magicz­ne; mówiąc “magicz­ne” mam na myśli dosłow­nie – magicz­ne!
Po powro­cie z tego pięk­ne­go miej­sca poczu­łam się nagle, jak gdy­by to wszyst­ko było bar­dzo daw­no temu, a ja chcia­łam od razu tam wró­cić. To miej­sca było taką Niby­lan­dią, gdzie czas pły­nie zupeł­nie ina­czej. Na pew­no tam wró­cę! Na pew­no uciek­nę jesz­cze raz i wiem, że to miej­sce, ten pro­gram i Ci ludzie na pew­no mnie nie zawiodą!”

Klau­dia

Opo­wiem wam histo­rię o chłop­cu, któ­ry miał marze­nie. Chciał napi­sać swój pierw­sze­go larp; miał na nie­go pomysł i 2 stro­ny nota­tek, ale zawsze coś go powstrzy­my­wa­ło od pisa­nia. Jed­nak pew­ne­go dnia natknął się na ogło­sze­nie Hard­kon Lar­pers’ Retre­at. Po roz­wa­że­niu za i prze­ciw, pod­jął ryzy­ko i wyru­szył w nie­zna­ne. Gdy dotarł na miej­sce oba­wiał się, że się nie zaakli­ma­ty­zu­je : wszak niko­go tam nie znał i vice ver­sa. Jed­nak jego obja­wy szyb­ko zosta­ły roz­wia­ne i chło­piec poczuł się jak w domu. Kolej­ne dni upły­nę­ły mu pod zna­kiem cięż­kiej, acz­kol­wiek przy­jem­nej pra­cy. W cią­gu dnia dys­ku­to­wał o zagad­nie­niach teo­re­tycz­nych, a pod wie­czór brał udział w sesjach twór­czych pod­czas któ­rych powsta­wa­ło wie­le nowych lar­pów. Cza­su nie moż­na było uznać za stra­co­ny. Jedy­ne cze­go bra­ko­wa­ło, to cho­ciaż jed­na sesja w gru­pie lub gru­pach. Rekom­pen­so­wa­ły to codzien­ne spo­tka­nia, pod­czas któ­rych gdy ktoś miał pro­blem ze swo­im lar­pem poma­ga­li współ-hardkonowicze.

Pew­ne­go wie­czo­ru posta­no­wił usiąść do swo­je­go sce­na­riu­sza, teraz nic mu nie mogło mu prze­szko­dzić. Praw­da? Nie­ste­ty oka­za­ło się, że gdy przy­siad na poważ­nie i gdy pora­dził się towa­rzy­szy, doszedł do wnio­sku, że jest on kiep­ski… Co naj­wy­żej śred­ni. Chło­piec się na to nie godził. Jego pierw­szy larp musiał być co naj­mniej dobry! Na szczę­ście nie sku­piał się przez cały czas na jed­nym lar­pie; miał goto­we zaląż­ki kil­ku innych pro­jek­tów. Wybrał naj­bar­dziej obie­cu­ją­cy i roz­po­czął dłu­ba­nie.  Pomysł roz­wi­nął się na tyle, że moż­na było myśleć o wysta­wie­niu go dla publiczności.

Gdy chło­piec wyjeż­dżał nie miał napi­sa­nej gry “od a do z”, ale miał na czym pra­co­wać. Wystar­czy­ło jesz­cze tyl­ko parę godzin i larp był goto­wy.
Marze­nie się spełniło.”

Jakub

” Minę­ło pół roku od Hard­ko­no­wej Uciecz­ki z 2018r i pierw­sze naj­sil­niej­sze wspo­mnie­nie jakie poja­wi­ło się w gło­wie to wspól­ny posi­łek na powie­trzu z Pio­trem i Kulą w jakiejś wiej­skiej restau­ra­cji na roz­dro­żu. Nie pamię­tam co jadłem, ale pamię­tam, że było dobre. Pamię­tam mój zachwyt ich hybry­do­wym autem i ogól­nie tym jak świat idzie do przo­du, roz­mo­wy o wyż­szo­ści prą­du sta­łe­go na zmien­nym i spo­ro, spo­ro plot ze świa­ta lar­pow­ców. Wie­czo­rem, w szer­szym już gro­nie, sie­dzie­li­śmy w ską­po oświe­tlo­nym pomiesz­cze­niu przy sze­ro­kim, drew­nia­nym sto­le z przy­jem­nie pola­kie­ro­wa­nym bla­tem, w któ­rym odbi­ja­ły się kolo­ro­we, ledo­we świa­teł­ka. Atmos­fe­ra sprzy­ja­ła gawę­dzie, mord­ki się nie zamy­ka­ły, wszy­scy nad­ra­bia­li zale­gło­ści. Nie pamię­tam co piłem, ale pamię­tam, że było pysz­ne. Naj­bar­dziej utkwi­ły mi w gło­wie zaję­cia na świe­żym powie­trzu przy sto­le pod wiel­kim, cen­tral­nym drze­wem kaszub­skie­go ran­cza. Słon­ko przy­jem­nie pali­ło mi plec­ki, bose stóp­ki cie­szy­ły się grun­tem, a pod ręką mia­łem kolo­ro­we pisa­ki, dają­ce upust cze­mu­kol­wiek mi wte­dy przy­szło do gło­wy. Przy­sta­nek Ala­ska jest prze­pięk­nym miej­scem, ale puste jest po pro­stu nud­ne. To cie­ka­wi ludzie spra­wia­ją, że to miej­sce nabie­ra rumień­ców i tak było ostat­nio. Pozna­łem dwie nowe, bar­dzo cie­ka­we, wyga­da­ne oso­by, odświe­ży­łem star­sze zna­jo­mo­ści, a w dzień wyjaz­du pozna­łem Austra­lij­kę, któ­ra myła sto­py Dalaj­la­mie… Przy­sta­nek Ala­ska nie prze­sta­je zadzi­wiać. Przy­jedź i sam się zdziw.”

bAnAn